Transport

Paczka ze spowiedzią, czyli grzechy firm kurierskich

Kurierzy to zawód, którzy cieszy się kiepską (mówiąc eufemistycznie) reputacją. Niedbali, niekulturalni, spóźnieni, niesłowni. To przez nich wysiadujemy w oknach, godzinami czekając na przesyłkę, to z nimi wykłócamy się o gabaryty i na nich wieszamy psy na branżowych forach opiniotwórczych. Cóż, jaki jest kurier widzi każdy, kto ma w sobie odrobinę wyobraźni. To przecież bardzo stresogenna profesja wymagająca ogromnego wysiłku. Kurier ma bezpośredni kontakt z klientem, odpowiada więc za błędy popełnione przez dział logistyki. I to od niego wymagamy zdolności do bilokacji i posiadania prywatnego teleportera za pomocą którego, z prędkością światła – przeskakiwał będzie przez korki i zatory. A tak naprawdę – to tylko podwładny i trybik w firmowej machinie, która wykorzystując naszą naiwność – pozwala sobie nierzadko na przekręty na poziomie filmu Guya Richiego. Grzech numer jeden – nadgabaryt. Kurier przyjeżdża do nas goły i wesoły, a jak dobrze pójdzie – ma ze sobą przenośną wagę hakową lub (jeśli wykaże się przytomnością umysłu) prosi o użyczenie łazienkowego miernika otyłości domowników. Najczęściej jednak – masę przesyłki ocenia na oko, lub... na słowo. I tu jest pies pogrzebany, bo chcąc zaoszczędzić kilka złotówek – najczęściej zaniżamy masę paczki, która po przewiezieniu na bazę – trafia do sortowni. Tam dopiero jest profesjonalnie i drobiazgowo ważona, a kiedy okaże się, że zamiast ustalonych 35 kg (ceny przesyłek określane są przy pomocy widełek, których górną granicą oznaczającą opłatę podstawową jest przeważnie waga 35 kg) wskazówka ustawia się na kilogramach 36... paczka trafia do magazynu i po (najczęściej nieokreślonym) czasie – zostaje zwrócona nadawcy, który staje przed koniecznością dopłaty za dodatkowe obciążenie. Podobnie dzieje się z przesyłkami nadwymiarowymi. Dlaczego kurier je przyjmuje? Bo jest przemęczony, ma dość kłótni z klientami i... często jego wynagrodzenie ma charakter prowizyjny, naliczany od każdej paczki przywiezionej na bazę. Grzech numer dwa - „jasne, że przewiozę listwy podłogowe o długości 3 metrów samochodem o powierzchni ładunkowej długości 2,4 m!”. Pieniądz nie śmierdzi, a konkurencja czyha – dlatego firmy transportowe podejmują się zadań niewykonalnych. Efektem są wydłużone terminy dostawy i zniszczone przesyłki. Ale nic to, za wszystko zapłaci polisa OCP. Nie dajmy się nabrać – pytajmy o samochód, jakim będzie przewożony nasz ładunek i nie wymagajmy niemożliwego! Żadnej firmie nie opłaci się przewiezienie na cito ładunku za kilkaset złotych do Anglii czy Niemiec, skoro sama organizacja takiego transportu to koszt kilku tysięcy złotych. A jeśli nawet, firma zgodzi się na jutro taką paczkę dostarczyć, to albo przekaże ją pośrednikowi, albo... i tak zawiezie wtedy, kiedy skompletuje resztę ładunków, czyli – nie wiadomo kiedy. Grzech trzeci - „jaka k... umowa?”. „Bo ten kierowca/kurier był taki sympatyczny i tak dobrze patrzyło mu z oczu, że nie spisałam umowy! Zresztą, tak bardzo się zdziwił, kiedy zapytałam o pokwitowanie nadania przesyłki. Mówił, że nikt o to nie prosi... „ A jednak! W umowie przewozowej, którą zawrzeć należy obowiązkowo - koniecznie muszą się znaleźć: autografy kierowcy i klienta, dane nadawcy i odbiorcy, specyfikacja i wartość ładunku oraz namiary na podejmującą się transportu firmę. Koniecznie należy tego dopilnować. Inaczej, kiedy paczka zaginie, a kontakt do kuriera się urwie – nie będziemy mieli podstaw do tego, by dochodzić swoich praw. Zresztą, na podstawie umów firmy rozliczają się z fiskusem. Jeśli świstek taki nie zostanie nam przy nadaniu przesyłki przedstawiony do podpisu – to pierwszy symptom tego, że mamy do czynienia z działalnością gospodarczą spod krzaka. Okazuje się więc, że wieszanie psów na firmach dostarczających paczki jest często wynikiem naszych „niedopatrzeń” i chwilowych rozkojarzeń, które kurierzy niecnie wykorzystują. Działajmy z głową, nie podejmujmy pochopnych decyzji, nie oszczędzajmy na siłę i nie wymagajmy niemożliwego. Obniżmy do tego nasze (często) wygórowane oczekiwania do poziomu realnego, a wtedy – obejdzie się bez kłótni z kierowcą i wypisywania w internecie paszkwili na taką – a – taką, nierzetelną firmę. Bo przecież każdy problem ma matkę i ojca. W tym wypadku – szanownym tatusiem jest nierzetelny oferent usług transportowych, a gapowatą mamusią – naiwność jego klientów...

Sztywne przepisy, cwany kurier i babcia o złotym sercu
„Bo wnusio mieszka w Londynie i ciężko pracuje...”. A oprócz tego, że tyra jak wół, musi też dobrze podjeść (najlepiej domowego bigosu), uczcić urodziny wujka – szwagra – kolegi swojej siostry (oczywiście – polską wódką), a na...
Kontrabanda kontrolowana
Od czasu, kiedy zaczął się boom na zarobkowe podróżowanie rodaków do krajów Unii europejskiej – forta internetowe regularnie zapełniane są pytaniami o to, jaką ilość towarów akcyzowych można zgodnie z prawem przewieźć przez granicę....
Nie takie znowu keine grenzen!
Wejście do strefy Schengen okraszone było powszechnym szumem medialnym, który ogłaszał wszem i wobec upadek wszelkich barier. Owszem, na granicach dzielących państwa wchodzące w skład tego układu nie prowadzi się już ścisłej kontroli, a...

auto do ślubu wynajem busów warszawa